Rezerwat przyrody Bielinek

 


Witamy w rezerwacie!

Droga dojazdowa do rezerwatu jest całkiem przyzwoita jak na tak niepozorne miejsce. Ze strony Szczecina nawigacja pokierowała nas przez okoliczne wsie, Gryfino i dalej wsie. Niestety problem zaczyna się po minięciu Krajnika Dolnego, gdy tylko wjeżdżamy z Drogi Krajowej 26 w pierwszą polną drogę - później jest już tylko coraz gorzej aż do wyjechania pod sam koniec podróży na Drogę Wojewódzką 125.

Rzut okiem na wspomniany parking.

Wędrówkę rozpoczęliśmy od pierwszego parking leśnego po lewej stronie drogi jadąc od Lubiechowa Dolnego. Warto cofnąć się w stronę pierwszego mijając nieoznaczony pierwszy punkt widokowy, aby dotrzeć do głównego punktu widokowego oznaczonego na mapie rezerwatu. Po drodze na pewno warto zajść do stacji pomp i rzucić okiem na wał przeciwpowodziowy przed którym znajduje się parking wyłożony z betonowych płyt. Można do niego spokojnie dojechać od strony Bielinka - bardzo kuszące dla osób posiadających hak oraz odpowiedni bagażnik na rowery.

Tam, w oddali widać koniec wspinaczki! Nareszcie :-)

Droga na główny punkt widokowy prowadzi schodkami, które zostały zasponsorowane przez Unię Europejską. Podejście jest strome, dosyć męczące, ale na górze możemy wypocząć czy to pod wiatą, czy przy stoliku pod chmurką podziwiając piękne widoki.

Z punktu widokowego widać m.in. liczne pola, stację pomp, Odrę, wał przeciwpowodziowy czy RFN.

Na pewno będzie to nasze kolejne miejsce destynacji - wał przeciwpowodziowy, wędrówka od stacji pomp do Osinowa Dolnego.

Na pewno będzie to nasze kolejne miejsce destynacji - wał przeciwpowodziowy, wędrówka od stacji pomp do Osinowa Dolnego.

Ci którzy posiadają hak i rowery jak najbardziej są tutaj mile widziani. Trasa aż prosi się, aby pokonać ja sprawnie rowerem zaczynając właśnie od tego betonowego parkingu przy stacji pomp. A więc przy samym starcie trasy, bez przedzierania się z Drowi Krajowej 125 przez las do właściwego początku trasy.

Niestety w rezerwacie występują braki w tablicach informacyjnych - a tego bardzo nie lubię. Wędrując z oznaczonego początku trasy, czyli pierwszego głównego punktu widokowego w stronę drugiej stacji - od której to zaczęliśmy nasz spacer - nie napotkaliśmy stacji nr 1 która ewidentnie powinna być gdzieś po drodze. Przystanek teoretycznie powinien być, gdzieś w głębi lasu, od strony parkingu. Lecz to nie był jedyny brakujący przystanek na oficjalnym szlaku...

Strzałka ukazuje drogę na sekretny punkt widokowy!

Pomiędzy pierwszym a drugim punktem trasy mijamy zakręt na którym znajduje się ławeczka. Z kolei po spojrzeniu w stronę Republiki Federalnej Niemiec widać jedno drzewo z pomarańczową strzałką która wskazuje na nieoficjalny punkt widokowy. Warto się tam przejść, gdyż ścieżka jest wydeptana i możemy ponownie podziwiać pola z nieco innej perspektywy niż w oficjalnym punkcie widokowym. Tutaj na przykład zauważyliśmy gęsi pośród pól.

Podczas wędrówki udało nam się dojrzeć dzięcioła czarnego - to ten z czerwoną czapeczką. Żonka była zachwycona! Sytuacja miała miejsce w okolicy 6 wąwozu i tam też napotkaliśmy nagromadzenie dzięciołów i sikorek.

Wędrując przez ten las odnieśliśmy wrażenie, iż jesteśmy w lesie pierwotnym, ponieważ znajduje się tu wiele drzew liściastych, które przeważają w przeciwieństwie do lasów w okolicy Szczecina. Nasze lasy sadzone przez niemieckich leśników przeważają drzewami iglastymi, a co za tym idzie brakuje im koloru o tej porze roku. Tutejszy mocny skład liściasty wręcz wymusza odwiedziny jesienią. Tym bardziej, iż latem musi tutaj być nieprzyjemnie z powodu mnóstwa owadów i komarów, które z kolei stronią od lasów iglastych.

Ach, pięknie!

Podróżując cały czas wąwozami zgodnie z wyznaczoną ścieżką mijamy wiele dzikich punktów widokowych lub też tych bardziej oficjalnych. Przy tych bardziej oficjalnych - niestety nie zaznaczonych na mapie - napotykamy liczne tablicami informacyjne czy edukacyjne konstrukcje dla młodszych wędrowców. Google Maps skutecznie odrzucało wszelkie moje starania do oznaczenia tych miejsc... Na szczęście znajdują się one wszystkie na głównym szklaku oraz wiele z nich jest wyznaczonych ma mapach Gai.

Po dotarciu do Markocina należy przejść przez drogę dojazdową prowadzącym z Drogi Wojewódzkiej 125 do lokalnej wsi i kierować się dalej zgodnie ze wskazaniami ścieżki edukacyjnej.

Szlak jest stosunkowo dobrze oznaczony, problemy zaczynają się po minięciu Markocina...

Po przejściu zaledwie kilku, kilkunastu minut na drugiej części ścieżki - za Markocinem - zauważyć można, iż trasa jest rzadziej uczęszczana i o wiele mocniej zarośnięta. Zalecamy pokonywanie jej w długich spodniach.

Po pokonaniu 90% trasy okazuje się, iż niebieski szlak ginie, gdzieś w lesie a zielony zdecydowanie zawraca. Stwierdziliśmy, że to znak, aby wracać - do mostku w Markocinie i dalej wałem do stacji pomp.

W pewnych miejscach oznaczenia ze ściętych drzew nie zostały jeszcze przeniesione...

Po cofnięciu się od rozgałęzienia szlaków około kilometr wstecz i powrocie do ostatniego oficjalnego punktu widokowego w drugiej części trasy, podążamy nieoficjalną trasą w dół wąwozu aby dotrzeć do kładki w Markocinie i udać się polną drogą w kierunku wału tam gdzie wcześniej niestety widzieliśmy biegające psy po polach. Sprawdzimy czy uda się dotrzeć na wał drogą publiczną.

Jak się okazało droga zstępująca ze szczytu wcale nie prowadzi bezpośrednio na podnóże do kanału ciągnącego się wzdłuż wąwozów, tylko jest to po prostu niższe piętro o które leśnicy również dbają, ponieważ zwalone drzewa są pocięte i uporządkowane na boku w celu przejezdności tej drogi.

Niestety żadne jakiekolwiek oficjalne ścięcie trasy bezpośrednio na kładkę nie wchodzi w grę, ponieważ wszystkie szlaki prowadzą do głównej drogi wjazdowej do Markocina. Jak się okazało zobaczyliśmy z zielonego szlaku i rozpoczęliśmy podróż niebieskim.

Ścieżka jest zadbana i uporządkowana, czasami mocno zarośnięta pokrzywami.

Po zejściu do markocina zostaliśmy zmuszeni do odwrót w kierunku głównej drogi. W związku z tym pozostała nam niestety nużąca droga asfaltem. A to wszystko przez typową polską wieś i wypuszczone luzem psy, którymi nikt się nie interesuje. Co ciekawe kilka minut wcześniej widzieliśmy rolników z wysokości wąwozu rozmawiających ze sobą. Niestety, ale na nasze krzyki pomocy nie zareagował nikt - nawet mimo, iż we wsi jest zamontowany nieopisany monitoring wizyjny.

Spokojnie poczekaliśmy, aż psy nas obszczekają i wrócą do swoich legowisk. Następnie cofnęliśmy się do drogi głównej i poszliśmy do pierwszego, głównego punktu widokowego, gdzie przy malowniczym zachodzie słońca dopiliśmy herbatę i posililiśmy się.

Pamiętajcie, iż w rezerwacie nie wolno zbierać grzybów!

Wyprawa mimo drobnych niepowodzeń - czyt. Markocin - udała się nad wyraz. Odkryliśmy kolejne miejsce do zwiedzenia - wał przeciwpowodziowy - oraz przekuliśmy w czyn naszą pierwszą relację z wyprawy :-)

Zachęcamy serdecznie wszystkich podróżników. Trasa jest wymagająca, ale satysfakcjonująca. Omijajcie Markocin, nie wybierajcie się tutaj latem oraz koniecznie załóżcie długie spodnie. Trasa spokojnie wystarczy na cały dzień.

Komentarze